piątek, 27 lutego 2015

"Krwawy diament" Rozdział 7 Proroczy sen

   Clare szła za nim szerokim korytarzem bez słowa. Odległość która dzieliła ją od "nieznajomego bruneta" wynosiła około pięciu metrów. Matt nawet nie uraczył jej jednym spojrzeniem przez całą drogę, lecz dziewczyna nie potrzebowała tego. Najzwyczajniej w świecie nie zależało jej na niczym, co związane z tym chłopkiem. Przynajmniej tak sobie wmawiała. Gdzieś w głębi duszy próbowała rozszyfrować jednak całą tą poplątaną układankę, jaką był. Co sprowadziło go do takiego zachowania?
   Matt przeszedł przez most nie zwracając nawet uwagi na dwóch strażników, stojących po bokach wielkich wrót. Clarie zastanawiała się, czy jej też tak łatwo pójdzie z tymi, jakże wojowniczo wyglądającymi mężczyznami. Jednak oni nawet nie mrugnęli, gdy ona minęła ich bez słowa.
   Skierowali się do tego pięknego parczku, który aż tętnił życiem. Potężne drzewa liściaste, głaskane przez wiatr chyliły się ku dołowi. Nie było tu nikogo, prócz ptaków wyśpiewujących skomplikowane melodie, nieprzechodzące przez gardło ludzkie. Wszystkie Dzieci Nocy była na swoich indywidualnych zajęciach. Clare zaczęła się martwić, czy nie spóźni się na lekcję socjologii wampirycznej, ale w końcu ile mogą trwać przeprosiny, na które szczerze liczyła.
   Chłopak przystanął przy jednym z pierwszych drzew, prowadzących do parku. W blasku słońca wyglądał, jakby miliony kryształków zgromadziły się wokół niego, tworząc błyszczącą poświatę.
   Obrócił się w jej stronę, odgarniając z twarzy kręcone, ciemnobrązowe włosy. Przez jego twarz przebiegł chytry uśmieszek, rozjaśniając na kilka krótkich chwil idealnie wyrzeźbioną twarz. Miał kwadratową szczękę i piękne, błyszczące oczy w kolorze kawy. Biała koszula nieelegancko wystawała z czarnych spodni, które wisiały na jego wychudzonej sylwetce. Tak, chłopak był zdecydowanie za chudy jak na swój wzrost, ale pod prześwitującą koszulą rysowały się delikatne mięśnie.
   Clare podciągnęła wyżej suknię, próbując przedostać się przez grząski grunt. Jedna czarna balerina utkwiła w ziemi. Próbowała ją wyciągnąć, aż w końcu jej misja zakończyła się powodzeniem. Dziewczyna założyła za ucho kosmyk włosów, który wydostał się z jej kucyka. W brudnych butach i roztrzepanych przez wiatr włosach stanęła przed "nieznajomym brunetem", nie do końca wiedząc, co powiedzieć.
   - Dzień dobry panienko Johnson, piękny mamy dzisiaj dzień - powiedział z ukrywanym uśmiechem, lekko kpiącym głosem. Zastanawiające było to, że znał jej nazwisko i cóż, zwrócił się do niej "panienko".
- Witam panie Norton. Przyznaję panu całkowitą rację, dzień dzisiaj zachwycający - odparowała najbardziej formalnym głosem, na jaki udało jej się zdobyć. - Jednak chyba nie piękny dzień jest przyczyną naszego spotkania?
- Jest panienka bardzo spostrzegawcza - wyrzekł z sarkazmem. - Zapewne spodziewa się panienka przeprosin i w tym celu się spotkaliśmy. - Zrobił kilka kroków do przodu tak, że odległość która ich dzieliła zmniejszyła się do dwóch metrów.
- Jest mi niezmiernie przykro, z powodu tego, jak potraktowałem panienkę zeszłego wieczora, lecz miałem powód...
- Ha, zapewne - burknęła Clare na stronie.
- Nie muszę się chyba jednak tłumaczyć - odparował ostrym tonem. - Jeszcze raz przepraszam, ale następnym razem niech trzyma się panienka ode mnie z daleka. Tylko tak możemy zapobiec takim właśnie sytuacjom.
- Jak pan sobie życzy. Przeprosiny przyjęte. - Znowu przeszła na formalny ton.
- Żegnam, panienko Johnson. - Ukłonił się nisko, zakładając prawą rękę za pas.
- Panie Norton. - Skinęła głową, postępując zgodnie z zasadami savoir-vivru, a następnie nie czekając aż Matt uczyni to pierwszy, oddaliła się w stronę Zamku.


   Cóż, przeprosiny może nie były najlepszymi jakie otrzymała, ale ważne, że Matt w ogóle się na nie zdobył.
   Przyspieszyła kroku. I tak była już nieźle spóźniona, i to na pierwszą lekcje z nową nauczycielką. Na pewno wyrobi sobie o niej niezłe zdanie.
   Rie właśnie przechodziła skrzydłem zajętym przez Królową, by dostać się do biblioteki. Wtem z głębi korytarza rozległ się najsłodszy, kobiecy głos, jaki w życiu słyszała.
- Panienka Clare? - Z cienia wyłoniła się wątła postać rudowłosej dziewczyny. Była taka mizerna, wyglądała jak zagubione dziecko, jednak błysk w jej szmaragdowych oczach dodawał jej postaci władczości.
   Była pewna, że gdzieś ją już kiedyś widziała. Ach tak! Na sto procent siedziała przy stole podczas śniadania i była prawą ręką Królowej... To księżniczka Anna! Odcień jej włosów niemal identyczny z kolorem włosów jej matki. Całą twarz dziewczyny pokrywały piegi. Wyglądała jak młoda Cynthia, ta z obrazu w holu.
   Niska i chuda postać zbliżyła się do niej jeszcze bardziej, unosząc do góry kaszmirową sukienkę, o odcieniu identycznym co jej oczy. Niby podobna do Polly, a jednak całkiem inna. W oczach Clare obrazy księżniczki i jej siostry nasuwały się, tworząc obrazy kobiet zbieżnych i różny. Aż ciężko było w to uwierzyć.
   - Księżniczko Anno. - Clarie pochyliła głowę, nie do końca wiedząc, co zrobić w sytuacji, w jakiej się znalazła.
- Och, mów mi Ann. Strasznie nie lubię swojego pełnego imienia. - Zachichotała cicho. - Mam do ciebie pewną sprawę...
- O co chodzi ksieżni... to znaczy Ann? - zapytała, hamując się w ostatnim momencie. Czemu w tym Zamku wszyscy czegoś od niej chcą. Jest tu dopiero drugi dzień, a czuje jakby była całe wieki.
- Otóż moja droga Clare. - Kojący głos Anny opływał jej duszę, powodując mięknięcie kolan. - Jak pewnie zdążyła ci wypaplać Sophie, Wygnani atakują coraz częściej Karinę Cieni. Zaczyna brakować wojowników. - Księżniczka chwyciła Rie pod ramię i zaczęła prowadzić po korytarzu. Jeśli ktoś spojrzałby na nie od tyłu, zapewne pomyślałby, że z Clare idzie jakieś dziecko.
- Tak, panna Sophie poinformowała mnie o tym. Jednak nadal nie wiem po co mi o tym mówisz. Jestem tutaj od dwóch dni, a wy wszyscy zachowujecie się, jakbyście ufali mi. - Westchnęła przeciągle. - Przecież mnie nie znacie...
Na prawdę nie rozumiała tego wszystkiego. Przecież Sophie zapewniała ją, że to bardzo poufne informację, więc dlaczego sama księżniczka ją nimi uraczyła?
- Owszem, nie znamy cię. Jednak każdy myślący trzeźwo wampir zorientował się, że jesteś wyjątkowa. Emanuję od ciebie niesamowita moc, Clare i wiem, że gdzieś w głębi duszy zdajesz sobie z tego sprawę, ale nie chcesz przyznać się sama przed sobą. - Dźgnęła ją placem w miejsce serca. - Od dzisiaj zaczynasz szkolenia. Będzie z ciebie dobra wojowniczka. - Mrugnęła okiem do Rie, uśmiechając się szeroko.
   Clare rozdziawiła ze zdumienia usta. Ma zacząć treningi? Ona i jakikolwiek wysiłek fizyczny nigdy nie grali w jednej drużynie. Wszystkie próby, jakie podejmowała - kończyły się marną klęską. A teraz? Miała zacząć walczyć i to tymi dziwnymi broniami których nazw nawet nie znała. Była zapewniana przez Sophie, że cała ta tyrada zaczyna się dopiero na drugim roku, a nie w drugim dniu! Sytuacja musiała być naprawdę poważna, skoro Królowa zdecydowała posunąć się aż tak daleko.
   - Jestem pewna, że dasz radę. Tym bardziej, że będziesz miała wspaniałego - przeciągnęła słowo. - trenera. Niestety, nauczyciele jeszcze nie wrócili z wprawy, dlatego zadowolić będzie cię musiał jeden z naszych uczniów. - Zaśmiała się tak, że jej delikatny głos rozniósł się echem po całym korytarzu. - Powodzenia z panem Strangerem! - wykrzyknęła i oddaliła się z powrotem w cień.
   Potrząsnęła głową, tym razem ze złością. Trening jeszcze jakoś by zniosła, ale z trening z Strangerem... Tym Strangerem! Jakby było mało chłopaków w Zamku...
   Zawróciła i skierowała się korytarzem do części mieszkalnej. Nie wyobrażała sobie siebie, walczącej w tej sukience i okropnym gorsecie. Koniecznie potrzebowała stroju do ćwiczeń.
   Nagle zauważyła dziewczynę biegnącą w jej stronę. Kasztanowe włosy wirowały wokół jej postaci, a długa, ciągnąca się suknia zdecydowanie przeszkadzała w szybkim sprincie. Na twarzy dziewczyny malował się strach i przerażenie. Cała drżała potrząsając nią gwałtownie.
   - Harriet! Co się stało! - Zrozpaczona współlokatorka miała zaszklone oczy. Musiało się stać coś naprawdę strasznego.
- S-S-S-Sylvia! - wyjąkała wampirzyca.
- Ciii, spokojnie. Wytłumacz mi - co się stało?
- Ona... Jej coś jest. Chodź. - Chwyciła Clare za rękę i obie biegiem rzuciły się w stronę pokoju Sylvii.
   Gdy dotarły na miejsce wiedziała już, skąd przerażenie Har. 
   Dziewczyna siedziała na łóżku, idealnie wyprostowana. Kurczowo trzymała się jaskrawej pościeli, wbijając w nią swoje ostre, kanarkowe paznokcie. Jej oczy były szeroko otwarte, a białka wywrócone. Patrzyła na nie niewidzącym wzrokiem, ciągle mamrocząc pod nosem coś w stylu: "Już dłużej nie wytrzymam, zabierzcie go!" 
   - O matko i córko, Sylvia! - wykrzyknęła Clare i uklękła u nóg dziewczyny. Zamarła. Na jej oczach rozgrywał się istny horror. Vi cała była mokra, pod jej oczami z sekundy na sekundę pogłębiały się wory.
   W popłochu spojrzała na współlokatorkę, która zaniosła się rzewnym płaczem.
- Już kiedyś tak było, ale nie wykręciły się jej białka. Teraz... To trwa za długo Clare! Powiedz, że będzie dobrze! Zrób coś! - Wykrzyknęła ocierając wierzchem dłoni spływające po policzkach łzy.
- Musimy iść po kogoś dorosłego - wyszeptała, odgarniając włosy z mokrej twarzy Sylvii.
- Ale po kogo?! Wszyscy nauczyciele wyjechali! - Płacz Harriet był tak przerażający, że przeszywał serce Rie na wskroś.
- Pójdę po Królową. Ona najlepiej będzie wiedzieć co zrobić - postanowiła twardo. Wstała z zimnej, kamiennej posadzki i biegiem ruszyła po Królową. Tylko gdzie ona może być?!
   Rozglądała się w popłochu w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby jej pomóc w odnalezieniu Cynthii. Na próżno. Ani żywej duszy w tym przeogromnym Zamku!
   - Do cholery! Gdzie ona może być! - warknęła Clarie, nie mogąc powstrzymać sfrustrowania. Ciągnęła po kolei za wszystkie klamki. Żadna nie chciała ustąpić pod naciskiem jej ręki.
- Sala tronowa! - wykrzyknęła w końcu, doznając nagłego olśnienia.


   Królowa siedziała na swoim tronie, dyskutując o czymś zawzięcie ze swoją córką - Pollytiendą. Jakież zdziwienie wykwitło na jej twarzy, gdy Clare bezceremonialnie wpadła do pomieszczenia.
   W tym momencie nie wiedziała co robi. Wszystko było przyćmione obrazem tak bardzo cierpiącej Sylvii. Padła na kolana przed Królową i niczym w modlitwie, złożyła ręce.
   - Królowo, błagam pomóż Sylvii! - wydyszała zmęczona biegiem.
- Kochanie, o co chodzi? Co jest nie tak z panienką Evans? - zapytała łagodnym głosem władczyni, powstając z tronu. Podeszła do Rie i uchwyciła jej twarz w dłonie, ocierając łzy, które nieświadomie spłynęły jej po twarzy.
- W jej oczach jest pusta, cała drży i majaczy. Błagam, niech Królowa jej pomoże! - Jej głos był tak przeraźliwie rozdzierający, że aż siedząca na jednym z tronów Polly, wzdrygnęła się słysząc go.
   Nie rozumiała tego co się dzieje wokół niej, jakby była w mydlanej bańce oddzielającej ją od świata zewnętrznego. Pamiętała tylko, że prowadziła Cynthię do pokoju wampirzycy, a potem przesączony rozpaczą głos Harriet:
- Może dać jej krwi? Krew zawsze pomaga.
- Nie, jest za młoda, a ta sytuacja nie zagraża jej życiu - zaoponowała Królowa, gładząc po mokrych włosach Vi. Stan dziewczyny nadal się nie polepszył, a bezradność Cynthii jeszcze bardziej podsycała niepokój Clare.
   W pewnym momencie rozległ się histeryczny głos:
- Stop! - wykrzyknęła Sylvia. Jej oczy powróciły na pierwotne miejsca, a konwulsje ustały.
- Vi, co się stało!? - Harriet chwyciła dłonie przyjaciółki w żelaznym uścisku, jakby bała się, że może ją stracić. Uśmiechała się przez łzy.
- Widziałam... Widziałam przez sen... - wybełkotała wampirka bez składu.
- Proroczy sen...  - wymamrotała władczyni. - Kochanie, co, co widziałaś? - Łagodny głos Królowej opłynął serca zgromadzonych. Clarie przyklęknęła po drugiej stronie dziewczyny.
- Nie co, lecz kogo.


12 komentarzy:

  1. Haha, pierwsza! Oczywiście super rozdział! Akcja nieźle się rozkręca. Najbardziej ciekawi mnie to czy Clare zgodzi się być wojowniczką. Wampir-wojownik? Ciekawe brzmi, lecz nie wyobrażam sobie ćwiczeń w sukni i gorsecie:)
    Ciekawe co się stało z Sylvią?
    Zapraszam na konkurs.

    http://ja-pamietnik-i-opowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz więcej tych zagadek. Ten chłopak bardzo mnie intryguje, ale na razie w żaden sposób nie mogę go rozgryźć. Dlaczego tak uparcie chce, żeby Clare nie utrzymywała z nim kontaktu? Może ma przed nią jakąś tajemnicę.
    Rie na wojowniczkę? Czemu nie ;) Coś mi się wydaje, że to ten chłopak będzie ją uczył.
    Anna okazała się być całkiem inna niż swoja siostra i polubiłam ją. Proszę tylko o Sophie w następnym rozdziale, bo ona jest świetna ;)
    I te umiejętności Sylvii... Właściwie to nie rozumiem, o co chodzi z tym proroczym snem.
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do mnie na nn ;) Weny życzę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Historie o wampirach są popularne, ale twoja mnie zaciekawiła i zaintrygowała. Fajną masz muzykę w tle, a Matt jest bardzo tajemniczy. Zastanawiam się o kim był ten proroczy sen...
    Zapraszam do mnie---> http://marzentysiace.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Akcja mnie bardzo wciągła. Przeczytałam od pierwszego rozdziału, ale ten zdecydowanie jest exstra. Nie moge się doczekać kolejnego <33
    Zapraszam - http://nataliemusiclife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ah, przyjemniaczek z tego Matta. Przeprosiny w stylu "Bierz i spieprzaj" ale nie narzekam. Liczy się jakikolwiek kontakt z "tajemniczym nieznajomym" ;p Tacy są zawsze najlepsi.
    Zdziwiło mnie to, że Anna jest no... taka miła. Spodziewałam się Sióstr Opryskliwych i Wyniosłych, ale dobrze, że coś jedna nie zachowuje się jak jędza.
    Sylvia to egzotyczna dziwna postać.Mam czasem wrażenie jakby pochodziła z Wenus. Sama nie wiem czemu ;p
    Ode mnie tyle. Czekam na nn!
    Weny!
    Pozdrawiam, Jess ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny blog, na prawdę super piszesz! post jest ciekawy, i przyjemnie się czytało.

    daryyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny blog! :)
    Świetny wpis bardzo dobrze i lekko się czyta :)
    Powodzenia w dalszym pisaniu :)

    Zapraszam http://mypassionpaula.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego Matt jest taki tajemniczy, nie rozumiem jego zachowania, czyżby skrywał jakiś sekret?
    Coraz więcej znaków zapytania, ciągle zachodzę w głowę jak to wszystko się dalej potoczy.
    Polubiłam Annę, wydaje się być miła, może się zaprzyjaźnią? Brakowało mi podstrzelonej panny S, zamawiam sobie ją w kolejnym rozdziale :)
    Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa u mnie :**

    OdpowiedzUsuń
  9. aż chcę się wiedzieć co będzie dalej ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie :D
    No cóż... Rozmowa Rie z Mattem nie była tak ciekawa jak myślałam, ale też jest fajnie. :D
    Ciekawe co Sylvia zobaczyła. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam do siebie na nowy rozdział, emocje gwarantowane :)
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń