Ten okres czasu był najgorszy w moim życiu. Wszystko dziś waliło mi się na głowę. Najpierw mama, potem ojczym, a teraz on. Miałam ochotę uklęknąć na środku pokoju i zacząć płakać, nie zwracając uwagi na nikogo.
- O mój Boże! - wykrzyknęłam gdy spostrzegłam jego szarą fotografię na stronach gazety. Od razu zakryłam sobie usta dłonią i rzuciłam gazetę na stolik, wstając z kanapy. Zaczęłam się nerwowo ubierać i przy okazji pisać SMS'a do Yuki.
- Co ci się stało?! - zawołała Sonia, próbując mnie zahamować ręką.
- Muszę pilnie iść do kogoś!
- Nie wypuszczę cię do póki nie powiesz mi o co chodzi! - wykrzyknęła zamykając drzwi i biorąc klucz.
- O co chodzi?! Spójrz na gazetę! - wykrzyknęłam, wydzierając z jej rąk klucz i wychodząc przez drzwi. Już prawie dochodziłam do bramy gdy rozległ się jej krzyk.
- Poczekaj idę z tobą! - zawoła zbiegając po schodach i zakładając pospiesznie kurtkę. Musiałyśmy pędem iść do domu Mateusza.
W końcu przyszedł oczekiwany przeze mnie SMS od Yuki z adresem jego domu. Jego rodzice muszą być załamani. Wiedziałam, że tak będzie, wczoraj miałam swoją szansę i ją zmarnowałam, a teraz pewnie nigdy już go nie zobaczę!
- Tak w ogóle, to jak doszło do wypadku twojego ojczyma. - zapytała przyjaciółka idąca trochę z tyłu. Szłam jak najszybciej się dało, więc Sonia nie nadążała za mną.
- Policja powiedziała tylko, że ktoś przeciął kabel hamulcowy. To było zabójstwo, Sonia, zabójstwo! - powiedziałam trochę głośniej odwracając się w jej stronę. - Ktoś zrobił to szybko i precyzyjnie, gdy Marian stał na ostatnich światłach. Przedtem musiał hamować normalnie, dlatego morderca zrobił to na ostatnim postoju. - odparłam i jeszcze bardziej przyspieszyłam tępa.
Po jakiś piętnastu minutach w końcu doszłyśmy do celu. Drzwi otworzyła nam zapłakana mama Mateusza.
- Dzień dobry pani Michalska, ja w sprawie Mateusza, jestem jego koleżanką ze szkoły. Czy mogę wejść do środka? - zapytałam bezpośrednio wchodząc do domu. Na twarzy pani Michalskiej najpierw przebiegło zdumienie, a potem pojawił się na niej wymuszony uśmiech.
- Dobrze, wejdźcie.
*
- Kiedy po raz ostatni widziała się pani z Mateuszem? - zapytałam bez owijania w bawełnę, popijając kawę, która przed chwilą została postawiona tuż przed moim nosem. Kobieta dosiadła się obok mnie i Sonii na kanapie.
- Wczoraj gdy wychodził do szkoły. Potem miał iść z koleżanką do kina. Nie wrócił na noc, zgłosiłam to na policje, a tam powiedziano mi, że wszyscy nastolatkowie zaginęli w podobnych warunkach. - zapłakała, po raz kolejny wycierając nos w chusteczkę.
"Koleżanką" - on był wtedy z Kleo. Ona musi wiedzieć coś na ten temat. Musi! Wredna pinda, pewnie myślała, że nikt nie zrzuci na nią podejrzeń, gdy będzie udawać załamaną.
- Dobrze, dziękujemy pani za pomoc! Musimy już iść. - powiedziałam i wycedziłam przez zęby do Sonii - "Dalej, chodź!".
- O co chodzi? Przecież miałyśmy z nią pogadać, a ty ledwie zdanie z nią zamieniłaś! - zapytała przyjaciółka, wychodząc przez furtkę.
- Dostarczyła nam wystarczająco dużo informacji - odpowiedziałam wymijająco. - Z resztą, widziałaś jaka była tym wszystkim wymęczona, dajemy jej spokój... - dodałam, widząc niezadowoloną minę Sonii.
- Co ty wiesz, czego ja nie wiem? - zatrzymała mnie ręką, odwracając twarzą do siebie.
- To Kleo jest tą koleżanką. Ona widziała go ostatnia i jestem pewna, że maczała palce w tych wszystkich porwaniach - odpowiedziałam, kategorycznie zakańczając temat. - Wracajmy już do domu, robi się coraz zimniej, a jutro trzeba iść do szkoły.
*
Obwinęłam się szczelniej płaszczem wychodząc z domu. Wiatr uderzył we mnie z niesamowitym impetem, zakrywając czarnymi włosami całą moją twarz.
Tego dnia, w nocy, było strasznie zimno. Bałam się jak diabli śpiąc sama w tak dużym budynku. Ciągle słyszałam czyjeś głosy i szczęk otwieranych drzwi. Strasznie się bałam, ale odrzuciłam propozycję Sonii na zanocowanie u niej w domu. Teraz trochę tego żałuję.
Mijając kolejne ulice, na każdym z plakatów lub zwykłych ogłoszeń widziałam jego twarz. Nie wiem dlaczego tak bardzo przejęłam się jego zaginięciem, skoro tak naprawdę się nie znaliśmy. Jednak od momentu kiedy potrącił mnie wtedy w parku wiedziałam, że to nie może być zwykły przypadek. Chodź zamieniłam z nim ledwie kilka zdań, czułam jakbym znała go od zawsze. Może i wydaje się to dziwne, ale naprawdę tak mam.
W szkole, gdy przechodziłam obok kogokolwiek, słyszałam ich plotki na temat zaginionych. "Że to pewnie seryjni mordercy porwali ich dla okupu, a po otrzymaniu kasy i tak ich zabiją." albo "Że pewnie się wszyscy zgadali i uciekli na jakiś czas by dać w kość swoim rodzicom" - co było mało prawdopodobne.
Gdy tak rozmyślałam nad całą tą aferą, poczułam dotyk czyjejś dłoni na moim ramieniu.
- Jak tam? - zapytał Krystian dosłownie wyskakując przede mną.
- Zakoduj sobie to tam gdzie chcesz, ale zapamiętaj: nigdy. Więcej. Mnie. Nie. Strasz. - odpowiedziałam powoli z lekkim uśmieszkiem na ustach. Chłopak podniósł ręce w geście poddania.
- Dobra, dobra, już. Ale tak serio, coś ci jest, wyglądasz na przygnębioną. - zapytał, zatrzymując mnie jak to robią przyjaciółki na filmach i prześwidrował mnie wzrokiem.
- Gdzie Sonia? - Starałam się jak najbardziej odciągnąć go od tego tematu. W końcu co miałam mu powiedzieć : " A nic ciekawego. Zaginął tylko chłopak do którego chyba coś czuje, ale boje się ci to powiedzieć, bo myślę że się we mnie zakochałeś." ?
- Wyjechała na obóz przyrodniczy organizowany przez szkołę. Nie słyszałaś o nim? - "Gdym miała jeszcze czas żeby myśleć o takich błahostkach..." - powiedziałam sama do siebie w myślach. - Kleo też jechałam, masz ją na jakiś czas z głowy - dopowiedział mrugając do mnie okiem.
Ten dzień wcale nie zapowiadał się dobrze. Nowy tydzień zaczynaliśmy matematyką, na którą wcale się nie nauczyłam. Na szczęście z mamą jest już lepiej i prawdopodobnie w następnym tygodniu wróci już do domu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra, w tym poście to na tyle, wielkimi krokami zbliżamy się do końca (jeszcze 3 rozdziały). Do tego proszę o głosowanie w ankiecie która pojawi się z boku, po prawej stronie, odnośnie miejsca akcji nowego opowiadania, bo w tej kwestii jestem bardzo niezdecydowana. To chyba na tyle z komentarzu do tego posta, dziękuje za komentarze spod ostatniej notki i zachęcam do dalszego komentowania.
Cloudeen
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
20 KOMENTARZY = NASTĘPNY POST